Konie małopolskie czyli "cudze chwalicie, swego nie znacie..."
Dlaczego konie małopolskie znalazły się pod ochroną
Konie małopolskie zachowały najwięcej cech dawnych koni rodzimych. Na ogół posiadają one wiele cech konia orientalnego, pod wpływem którego przez wiele dawnych lat rozwijała się polska hodowla.
Program hodowlany ochrony zasobów genetycznych koni rasy małopolskiej opracowany przez Grupę Roboczą ds. ochrony zasobów genetycznych koni działającą przy Instytucie Zootechniki w Balicach został przyjęty przez Radę Naukową Instytutu Zootechniki 20 października 2004 roku.
Historia i opis rasy małopolskiej
Termin "Małopolska Rasa Koni" pojawił się 27.XII.1962 r. kiedy to ukazało się Rozporządzenie Ministra Rolnictwa w sprawie prowadzenia ksiąg zwierząt zarodowych. Rok później wydano I tom Księgi Stadnej Koni Małopolskich. Celem takiego działania było ujęcie w pewne ramy pogłowia koni gorącokrwistych związanych z rejonem ówczesnej Małopolski, którą tworzyły województwa: kieleckie, lubelskie, krakowskie i rzeszowskie. Konie te odznaczały się wyraźną odrębnością wobec koni szlachetnych z pozostałych dzielnic Polski, a znawcy podkreślali ich wybitną wartość genetyczną.
Nazwa rasy wzięła się od terminu jakim pod koniec XV w. określano ziemie zajęte przez województwa: krakowskie, sandomierskie i lubelskie. W wieku XVI Małopolska objęła swym zasięgiem także województwa wschodnie: bełskie, wołyńskie, ruskie, podolskie, bracławskie i kijowskie z legendarnymi Dzikimi Polami. W ten oto sposób przenosimy się na południowo-wschodnie kresy Rzeczypospolitej gdzie tak naprawdę zaczyna się historia konia małopolskiego.
Konie hodowano i niezwykle miłowano w całej Polsce, ale Kresy okazały się dla nich miejscem szczególnym. Znakomite gleby, kontynentalny klimat, bezkresne połacie pastwisk, małe zaludnienie i swoisty typ człowieka, który tu zamieszkiwał, przyczyniły się do tego, iż ta właśnie kraina stała się do hodowli wymarzoną. Stadniny były tu prawie tak liczne jak domy szlacheckie.
fot. Zofia Raczkowska
Olbrzymie przestrzenie, zły stan dróg lub całkowity ich brak, ruchliwość szlachty i ciągłe utarczki z Tatarami sprawiły, iż odczuwano na Kresach duże zapotrzebowanie na konie lekkie, zdolne do szybkiego biegu, wytrwałe w pokonywaniu znacznych odległości, mało wymagające i do tego urodziwe. Takim wymogom mogły sprostać jedynie konie orientalne. Stałe kontakty handlowe ze Wschodem oraz liczne wojny spowodowały, że takich właśnie koni zaczęto używać jako materiału ulepszającego rodzime pogłowie. Wśród orientali przybywających do Polski były konie rozmaitych ras i typów: araby czystej krwi zwane wówczas bedawiami, turkmeny, persy, tatarskie bachmaty, konie natolskie, rumelskie itp. Z biegiem lat przekrój masowego pogłowia koni szlachetnych przybrał w Polsce charakter orientalnej półkrwi.
fot. Zofia Raczkowska
Krew orientalna odgrywała dominującą rolę w uszlachetnianiu krajowego pogłowia przez cały wiek XVII, XVIII i pierwszą połowę wieku XIX. Upadek hodowli w imperium tureckim oraz penetracja Bliskiego Wschodu doprowadziły do tego, iż coraz silniej na polską hodowlę zaczęły oddziaływać konie czystej krwi arabskiej. Powoli termin orientalna półkrew ograniczył swoje znaczenie do półkrwi arabskiej.
W wyniku rozbiorów Małopolska znalazła się pod zaborem rosyjskim i austriackim, gdzie potocznie zwano ją Galicją.
Począwszy od drugiej ćwierci XIX w zaczęły się pojawiać w Galicji reproduktory z rodów austro-węgierskich. Początkowo byli to przedstawiciele rodów orientalnych, po czym wkrótce przenikać zaczęły także ogiery półkrwi angielskiej. Wszystkie te rody powstawały w oparciu o kultywację linii męskiej wybitnych protoplastów. Podłożem ich działania było pogłowie koni mołdawskich i siedmiogrodzkich ukształtowane przez długoletnią okupację turecką, a więc prawie identyczne jak polskie. Warunki przyrodnicze stadnin austro-węgierskich, a zwłaszcza Radowiec, skąd pochodziła większość koni, również były bardzo zbliżone do polskich. Z tych oto powodów te na pozór obce prądy krwi tak łatwo asymilowały się z naszymi końmi rodzimymi.
Wspólne ddziaływanie krwi angielskiej z krwią arabską, zarówno poprzez formy czyste jak i półkrew doprowadziło w niedługim czasie do zmiany profilu pogłowia masowego, który przybrał charakter półkrwi angloarabskiej.
Berberys xxoo
fot. Zofia Raczkowska
Podobny mechanizm zadziałał również na ziemiach Małopolski znajdujących się pod zaborem rosyjskim, a hodowane tam angloaraby zaliczano do najlepszych na świecie. Niestety wojna i rewolucja doprowadziła do upadku tej hodowli.
W okresie międzywojennym na terenie całej Małopolski nasiliło się oddziaływanie koni wywodzących się z Austro-Węgier. Szczególną rolę odegrały rody orientalne, zwłaszcza shagye. Poza końmi austro-węgierskimi intensywnie używano reproduktorów pełnej i półkrwi angielskiej, arabów i angloarabów. Rozpoczęty w połowie XIX w proces oddziaływania rozmaitych form krwi angielskiej i arabskiej był wciąż kontynuowany. Sytuacja taka utrzymywała się również w latach okupacji i okresie powojennym.
Dabur Dahoman
fot. Zofia Raczkowska
Wpływ poszczególnych prądów krwi, wzajemne przenikanie się ras i rodów, nie zawsze i nie wszędzie było równomierne, to też nie ustalił się jednolity typ konia małopolskiego. Różnorodność materiału wyjściowego, na podstawie którego tworzono I Tom Księgi Stadnej Koni Małopolskich była dość duża.
Mimo rozmaitości ówczesne pogłowie koni małopolskich łączyły cechy wspólne o niebagatelnym znaczeniu dla rozpatrywania ich jako rasy, czy też jej zaczątków. Spośród sześciu znamiennych cech wymienianych przez Rozwadowskiego, na szczególną uwagę zasługują dwie z nich. Po pierwsze, prawie wszystkie konie małopolskie były mniej lub więcej angloarabami. Po drugie, posiadały na ogół wiele cech konia orientalnego, pod wpływem którego przez wiele dawnych lat rozwijała się polska hodowla.
Konie małopolskie to konie realne, nie wysztucznione (pisał o tym Winkler ...), zdolne nie tylko do tego, aby przez kilka minut pokazać się na hipodromie, może dziwnie to dzisiaj zabrzmi, ale wciąż są to konie wojenne... Wytrzymałość, niewybredność, odporność na niewygody, dobre wykorzystanie paszy, plenność i żywotność - to powszechnie znane zalety koni małopolskich, ale podane w formie suchej wyliczanki nie odzwierciedlą rzeczywistych zalet tej rasy. Tego trzeba po prostu doświadczyć. Zapewniam, że istnieje w Europie duże zapotrzebowanie na konie o podanych walorach. Nie chodzi tutaj o fanatyków zamierzchłych tradycji, ale o zwykłych ludzi, dla których organizacja konnych wypraw to codzienna praca i źródło utrzymania. Zapewniam ponadto, iż nie wszystkie rasy mają predyspozycje do takiej pracy, którą w sezonie porównać można chyba tylko ze służbą w kawalerii.
Aladyn m
fot. Zofia Raczkowska
Wiele się mówi o wyczynach polskich koni, ale nie trzeba sięgać aż do 1672 r., kiedy to husaria Sobieskiego w ciągu 10 dni przebyła po bezdrożach 450 km tocząc nieustanne walki w terenie gdzie " o bochenek chleba było trudniej niż o 1000 Tatarów". Nie trzeba sięgać do czasów napoleońskich, kiedy to polskie konie zachowywały pełną zdolność bojową jedząc wyłącznie słomę ze strzech wiejskich chałup. Wystarczą prozaiczne przykłady z niedawnej przeszłości, gdy dla wielu gospodarzy podróżowanie zaprzęgiem z Zamościa do Lublina było sprawą powszednią. Nie były to przejażdżki bryczką, lecz wędrówka zwykłym wozem obciążonym towarem. Pokonanie dystansu, który w obie strony liczył ok. 180 km zajmowało dobę. Podobną odległość konny kurier hrabiego Poletyłły z Wojsławic przebywał latem w czasie od świtu do zmierzchu.
Porównywanie współczesnych koni małopolskich z ich legendarnymi przodkami - końmi staropolskimi nie jest pomyłką. Ze wszystkich ras polskich to one okazały się najbardziej odporne na wpływy obce, to one zachowały najwięcej cech dawnych koni rodzimych. Wybitny znawca tematu rotmistrz Zdzisław Rozwadowski napisał: "Konie małopolskie rodzime uszlachetniane później różnymi ogierami hodowli selekcyjnej polskiej, rosyjskiej i austro-węgierskiej, potrafiły do dziś swoje najwartościowsze cechy, nabyte w dawnej przeszłości, utrzymać i przekazać swojemu potomstwu."
Mantra m
fot. Zofia Raczkowska
Być może dla niektórych wymieniane zalety rasy małopolskiej nie są na czasie, ale to nie jedyne walory tych koni. Tkwi w nich znaczny potencjał sportowy, z którego czerpano już 100 lat temu. Wiele polskich koni z tamtych czasów trafiało do służby w rosyjskiej kawalerii, niektóre z nich do elitarnych, gwardyjskich pułków, gdzie kultywowano tradycje sportowe na wysokim, europejskim poziomie.
Spektakularnym sukcesem sportowym hodowli małopolskiej był ogier Ramzes, wyhodowany na Lubelszczyźnie. Jest on klasycznym przykładem wizerunku i rodowodu konia małopolskiego. Okrzyknięty reproduktorem minionego stulecia, uznany za filar niemieckiej hodowli koni sportowych, Ramzes jest po dziś dzień najlepszą wizytówką polskich angloarabów.
Ramzes xo (Rittersporn xx - Jordi/Shagya X-3)
Współczesne konie małopolskie także zdobywały najwyższe laury na sportowych imprezach światowej rangi. Olimpijskie złoto Artemora jest wymownym tego przykładem. Wyczynowy sport hipodromowy jest jednak tylko wierzchołkiem olbrzymiej góry, a jej podstawą jeździectwo terenowe i rekreacyjne. Dbać trzeba o jedno i drugie.
Artemor xo (Eros xx - Artemiza xo po Equator xo)
Pogłowie koni małopolskich systematycznie spada, stąd ciągłe bicie na alarm i nieustanne apele. One jednak wcale nie oczekują na litość, bo to dumne konie rycerskie, oczekują raczej na zrozumienie ich wartości, a wtedy doskonale dadzą sobie radę.
(powyższy tekst jest kompilacją różnych materiałów zwłaszcza bazuje na opracowaniu Pana Krzysztofa Kordalskiego ze strony PZHKM oraz Instytutu Zootechniki w Balicach)